W XVI i XVII wieku zamek w Dubiecku był siedzibą dwóch
największych awanturników województwa ruskiego: Stanisława Stadnickiego i Jerzego Krasickiego.
Już narodzinom
Stanisława Stadnickiego w Dubiecku zwanego później Diabłem towarzyszyły niezwykłe wydarzenia. Ojciec, również Stanisław był różnowiercą i mimo persfazji biskupa przemyskiego Dziaduskiego dał schronienie w swym mieście kilku znanym przedstawicielom reformacji. Czara przepełniła się, gdy młody Stanisław został uroczyście ochrzczony po kacersku. Oburzony biskup
rzucił klątwę na Stadnickiego, a sąd duchowny wydał dekret o pozbawieniu go wszelkich dostojeństw, tytułów i dóbr jakie posiadał. Nie miał on jednak żadnej faktycznej mocy, poza propagandową. Pierwsze informacje o awanturniczym charakterze przyszłego "Diabła" pochodzą z roku 1573, czyli gdy miał ok. 22 lata. Jego zatargi z sąsiadami stają się już głośne. M.in. najeżdża lasy Zofii Kostczyny i nakazuje swoim sługom wyrąbywać jej drzewa. Napada też na miasto Przeworsk, wysadzając bramę miejską i otaczając ratusz swoimi żołdakami. Żąda uwolnienia więzionego hajduka będącego na jego służbie. Gdy odmówiono, wyłamał drzwi więzienia i
uprowadził hajduka do Dubiecka. Na szczęście dla okolicznej ludności nastały czasy wojenne za Stefana Batorego i Stadnicki musiał opuścić rodzinne strony, aby walczyć u boku króla (o "Diable" czytaj też na stronie poświęconej
Łańcutowi).
Tymczasem Dubiecko sprzedano Krasickim, ale niedługo zaznano spokoju, bo pojawił się
Jerzy Krasicki, starosta doliński.
Znany był on w całym kraju pod szyderczym pseudonimem Grandżadża, co od właskiegio grandigia miało oznaczać graniczącą ze śmiesznością pychę i zarozumiałość (inna wersja mówi o Gran Griorgio - Wielki Jerzy).
Skłócony z całym światem walczył i procesował się ze wszystkim sąsiadami, z miastem Przemyśl, z biskupem a nawet z własnymi dziećmi i żoną. Nie bał się urzędników królewskich a samego władcę jawnie lekceważył.
Całkowicie zmienił styl sprawowania władzy na odziedziczonych po ojcu terenach. Na wsiach i w siedzibie starostwa Dolinie zapanował
niespotykany gdzie indziej ucisk. Zygmunt III Waza wielokrotnie brał w obronę poddanych Krasickiego, ale ten wezwania i napomnienia królewskie miał za nic.
Jednak nawet takie indywidua mogły być przydatne. Świadczy o tym sprawa skazanego przez sejm w 1619 r. na infamię za zdradę stanu
Mikołaja Białoskórskiego. Szlachcic ten przez 6 lat drwił sobie sobie z prawa i sądów. Dopiero gdy podpadł Jerzemu Krasickiemu spotkała go zasłużona kara. Pod pozorem kupna konia zwabił go Krasicki na spotkanie we Lwowie, skąd porwał i przez
4 lata więził w lochach dubieckiego zamku.
Ofiar Krasickiego nie sposób dokładnie zliczyć, w Dubiecku więził zarówno chłopów jak i mieszczan, kupców czy szlachtę. Miał przekupionego podstarościego sanockiego i większość więźniów dubieckich lądowała po pewnym czasie właśnie w Sanoku, wraz z wymuszonymi zeznaniami o przyznaniu się do rzekomych win i zrzeczeniu wszelkich pretensji w stosunku do Krasickiego. Nie zawsze jednak jego występki uchodziły mu na sucho. Gdy trafił na
Pawła Potockiego powinęła mu się noga. Uwięziony i odstawiony do grodu pod fałszywymi zarzutami Potocki dowiódł swojej niewinności i okazał się tak zawzięty, iż doprowadził do skazania Krasickiego na
grzywnę i 12-tygodniową odsiadkę w wieży. Nawet udało mu się dopilnować wykonania wyroku, co na ziemi przemyskiej nie często było spotykane. Krasicki odsiedział wyrok w najcięższym więzieniu - w jednej z wież
zamku lwowskiego. Nic to jednak zmieniło w jego charakterze. W 1621 roku doprowadził do zakazu odprawiania mszy w całym Przemyślu i zamknięciu kościołów. Wszystko przez najście Krasickiego na świątynię, w której odbywała się rozprawa pojednawcza między husarzami Piotra Opalinskiego a Piotrem Bolestraszyckim. Banda Krasickiego strzeliła do husarzy z muszkietów.
Polała się krew w miejscu świętym i za to właśnie biskup Wężyk nałożył na miasto interdykt, a na Krasickiego klątwę. Dopadnięto go później w jego kamienicy w Przemyślu i siłą zmuszono do przebłagania biskupa i uroczystych przeprosin pokrzywdzonych. Gdy tylko husarze odjechali, Krasicki odwołał wszystkie swoje poprzednie oświadczenia. W końcu w 1636 roku spotkała go kara, choć akurat powód nie był do końca prawdziwy. Król Władysław IV uznał go za obłąkanego i wyznaczył 3 kuratorów. Najważniejszym z nich został szwagier
Adam Sanguszko-Koszyrski. Tym samym Krasicki stracił władanie nad starostwem i całym swoim majątkiem. Po tym fakcie w jego obronie wystąpiła nawet szlachta przemyska, co doprowadziło do czasowego odwołania kurateli. W międzyczasie syn Krasickiego Stanisław pozornie sprzyjający ojcu zajął jego starostwo, a po wznowieniu kurateli żona Anna opłaciła wojsko zaciężne i zamknęła się przed nim w Dubiecku. Nawet jej brat, pełniący obowiązki kuratora nie sforsował
dobrze bronionowej rezydencji dubieckiej. Osamotniony magnat Krasicki błąkał sie podobno po Lwowie w poszukiwaniu noclegu. Wkrótce potem nowy kurator Maciej Sieciński w wyniku porozumienia z Anną Krasicką, po naciskach samego króla, który tym razem stanął w obronie Jerzego, przejął zamek. Gdy jednak opuścił Dubiecko, Anna na czele zbrojnego oddziału opanowała go ponownie i zabrała co sie dało, po czym wyjechała do Przemyśla. Po powrocie Sieciński nie był juz tak nieostrożny i obsadził więc zamek wojskiem. Anna Krasicka zaatakował go z Nienadowej, ale gęsty ogień obrońców ostudził jej zapały. Późniejsze wydarzenia są już jedna wielką groteską. O majątek po Jerzym walczą między sobą kuratorzy, synowie i żona łącząc sie nawzajem w krótkotrwałe sojusze.
Jerzy Krasicki w nich nie uczestniczył, choć przeżył ponad 80 lat. Stracił wszystko co posiadał i przez długi czas był zdany na łaskę mało mu życzliwego potomstwa.