ODRZYKOŃ (PODKARPACKIE).
Ostatni zachowany fragment kwadratowej baszty Zamku Odrzykońskiego zwanego także Kamieńcem runął nad ranem 1 czerwca 2000 r. Tymczasem mur graniczny oddzielający część górną od dolnej zamku w Odrzykoniu, o który toczyli spór Cześnik z Rejentem w "Zemście" Aleksandra Fredry jest w lepszym stanie niż był kiedykolwiek. Co prawda niewiele brakowało, żeby się również rozpadł na amen, ale od pewnego czasu odbudowuje go Andrzej Kołder, prywatny przedsiębiorca, hobbysta i kolekcjoner dzieł sztuki z Krosna, którego na zamku usadowił Stanisław Roman, wójt gminy Korczyn.
Mur trzyma się dobrze również z tego powodu, że wzdłuż niego biegnie granica między wsią i gminą Korczyna, a wsią Odrzykoń i gminą Wojaszówka. Nikogo zatem nie powinno dziwić, że jedną częścią Zamku włada wójt gminy Korczyna, Stanisław Roman, a drugą wójt gminy Wojaszówka, Stanisław Blicharczyk. Aby wszystko było dokładnie tak, jak w komedii Fredry, nie ma kandydata na Rejenta. Obaj wójtowie przypisują sobie rolę Cześników.
- Jestem Cześnikiem i mam bardzo sympatycznego Rejenta po drugiej stronie - przedstawia się wójt Roman.
- Wójt Roman chciałby uchodzić za Cześnika, ale nie ma do tego prawa - ripostuje wójt Blicharczyk. - Może co najwyżej przedstawiać się jako Rejent. Dlaczego? W 1593 r. zamek średni, który znajduje się po stronie korczyńskiej stał się własnością rodziny Firlejów. W XVII wieku przejęła ona cały zamek poprzez związek małżeński Mikołaja, syna Firleja (w "Zemście" Wacława, syna Rejenta) z Zofią Skotnicką (w "Zemście" Klarą, bratanicą Cześnika), która zamieszkiwała w zamku górnym, znajdującym się po stronie odrzykońskiej. Sprawa jest więc prosta. Rejent siedział po stronie korczyńskiej i dlatego wójt Roman nie ma prawa nazywać siebie Cześnikiem. Ma prawo do bycia tylko Rejentem.
Być może do sporu między wójtem Romanem a wójtem Blicharczykiem o to, który z nich jest Cześnikiem, a który Rejentem nigdy by nie doszło, gdyby Andrzej Kołder nie zapragnął zostać panem na Zamku. Do tego czasu obaj wójtowie mieli wspólną wizję jego zagospodarowania. Obaj uważali, że tylko państwo stać na jego konserwację i utrzymanie. W "Memoriale o Zamku Kamieniec" do ministra kultury i sztuki napisali: "Wobec faktu drastycznie szybko postępującej degradacji substancji budowlanej na Zamku Wysokim, znacznych przechyłów niektórych partii muru, licznych jego spękań i osunięć - słowem - wobec realnej groźby katastrofy budowlanej, jesteśmy bezradni. Powodowani troską o zachowanie od samoistnego unicestwienia tak wyjątkowego zabytku kultury narodowej, jakim jest Zamek "Kamieniec", a także świadomością, że jedyną szansą jego dalszej egzystencji jest szybka finansowa ingerencja Ministerstwa Kultury i Sztuki, która umożliwi wykonanie zabezpieczenia i konserwacji tego cennego obiektu (...) prosimy Pana Ministra o zrozumienie powagi problemu (...) i udzielenia finansowego wsparcia naszym lokalnym przedsięwzięciom o ponadlokalnym wymiarze". Obaj także zapewnili ministra: "Nasze działania na rzecz tego wspaniałego monumentu dziedzictwa kultury narodowej na stałe wrośniętego w tradycję lokalną zajmują i zajmować będą poczesne miejsce w całej gamie realizowanych przez nas zadań samorządowych".
Wkrótce jednak drogi wójtów się rozeszły. Wójt Roman uznał, że Zamek można uratować tylko poprzez sprzedaż lub wydzierżawienie go osobie prywatnej. Wójt Blicharczyk twierdził, że można go uratować tylko poprzez przekazanie Muzeum Okręgowemu w Krośnie. Jeszcze większy rozdźwięk między nimi powstał, gdy wójt Roman wydzierżawił na 20 lat Zamek osobie prywatnej, czyli Andrzejowi Kołderowi. Sprawa wkrótce stała się głośna. Okazało się bowiem, że wójt Roman nie miał wcale prawa do wydzierżawienia komukolwiek zabytku.
- Wójt korczyński wydzierżawił nie swoją własność! - alarmował wójt Blicharczyk. - Zamek nie został skomunalizowany i dlatego nie ma żadnego prawa do dysponowania tym majątkiem.Wójtowi Blicharczykowi nie mieściło się w głowie, że osoba prywatna może stać się właścicielem jednej z najcenniejszych polskich pamiątek narodowych.
- W Zamku Odrzykońskim - Kamieńcu, rodowym gnieździe pierwszego hetmana wielkiego koronnego i wojewody krakowskiego Mikołaja Kamienieckiego, przebywali w przeszłości król Polski Władysław Jagiełło i król Węgier, Jan Zapolya - przypominał. - W jego murach Aleksander Fredro umiejscowił akcję "Zemsty", a nasi dziadowie i ojcowie uczyli się w nim historii naszej ojczyzny. Do Odrzykonia pielgrzymowali Seweryn Goszczyński, Jan Matejko, Maria Konopnicka i inni twórcy kultury narodowej.
Tymczasem Kołder, nie bacząc na to, co mówi wójt Blicharczyk, odgruzował dziedziniec zamku średniego i wywiózł całe fury śmieci i ziemi, która przez dwa wieki się tutaj nagromadziła. Najpierw odkopał mur, o który według Fredry wojowali Cześnik z Rejentem. Okazało się, że jest to przednia ściana reprezentacyjnej klatki schodowej zamku górnego. Po konsultacjach z różnymi fachowcami i ekspertami doszedł do wniosku, że Fredro się pomylił. Według niego, mur oddzielający Cześnika od Rejenta musiała stanowić tylna ściana owej klatki, którą też odgruzował i odkopał. O tym, że tak było, przekonało go również odkopanie kaplicy zamkowej. Tak więc tysiące turystów robiło sobie pamiątkowe zdjęcia w niewłaściwym miejscu. Pozując do zdjęcia przy sławnym murze powinni stać dwa metry dalej, w kierunku zamku górnego, przy tylniej ścianie pozostałej po reprezentacyjnej klatce schodowej.
Z odkrycia Kołdera wynikało również, że Cześnika od Rejenta mógł odgradzać nie jeden, a dwa mury. Pierwszy - ściana przednia klatki schodowej i drugi - tylna ściana tej samej klatki. Jednym słowem, kompleks fortyfikacji. Fredro, kiedy pisał "Zemstę", też nie widział nic poza ruinami. Przez całe stulecie okoliczni chłopi rozbierali zamek na budowę piwnic i podpiwniczeń. Ciosanych kamieni z zamku użyto do budowy kościołów: kapucynów w Krośnie i parafialnego w Korczynie. Winnych popadnięcia w ruinę zamku nie sposób wyliczyć. Może dlatego wójt Roman żartuje, że jeśli kto zawinił, to tylko diabły.
- Kiedy wlokły do piekła ducha carycy Katarzyny, strąciły dach i rozwaliły zamek średni. Wójtowie może mniej poróżniliby się w sprawie, czy godzi się sprywatyzować Zamek Odrzykoński zwany również Kamieńcem, gdyby Artur Bata, dyrektor Muzeum Okręgowego w Krośnie nie znalazł w dokumentach, że tutaj mieści się oddział jego muzemu. Dlatego postanowił, jak na dyrektora muzeum przystało, przeciwdziałać robotom prowadzonym na zamku.
- Dotychczasowe prace wykonane przez Kołdera urągają wszelkim zasadom prowadzenia prac na tego rodzaju obiektach - głosił. - Wszystkie domurówki, przybudówki, jakieś pseudorekonstrukcje nie są oparte na żadnych badaniach architektonicznych czy też historycznych. Nie mają nic wspólnego z tym, co kiedyś tam było. Są robione na dziko i nie wiadomo z jakiego powodu służby konserwatorskie je zaakceptowały.Oliwy do ognia dyrektor Bata dolał, kiedy stwierdził, że muru granicznego nie było w ogóle.
- Kołder sobie umyślił, że odtworzy mur graniczny i wziął się ochoczo do roboty - zaczął mówił z ironią. - Do elementów rzeczywistych dołącza fikcję literacką wziętą z "Zemsty". Tymczasem nie wiadomo, jak to było z tym murem. Kto wie, gdzie był i czy akurat w tym, czy w innym miejscu. Jakiś tam mur istnieje, ale czy akurat to był ten, o którym pisał Fredro. Prawda, turyści kupią tę historię. Kto by nie chciał zrobić sobie zdjęcia przy murze o który wojowali Cześnik z Rejentem. Ale ten mur odbudowany przez Kołdera jakoś dziwnie biegnie. Wójt Roman był wprost oburzony, kiedy usłyszał, że muru granicznego na dobrą sprawę nigdy nie było.
- Niech pan Bata Fredry nie poprawia, bo hrabia kiedyś z nieba go za to ukarze - mówi. - Chce być Papkinem, a nie dorósł do tej roli.. Papkin miał określone zadanie do spełnienia w "Zemście" i wiedział, czego chce. Natomiast Bata nieudolnie odgrywa swoją rolę i wcale nie wie, czego chce. Wójt Blicharczyk przyznawał, że do końca nie jest pewien czy mur graniczny istniał, czy też jest to wymysł Fredry.
- Po podziale zamku, właściciele, którzy ze sobą zaciekle walczyli, mogli sobie mur postawić - jednak nie wykluczał takiej możliwości. - Jeśli nie mur, to co? Płot? Płoty budowali chłopi, a to byli przecież szlachcice z krwi i kości. Sprawę jednak powinni rozstrzygnąć archeolodzy i historycy.
Spór o to, czy mur graniczny opisany przez Fredrę istniał, czy też nie, nie był jednak najważniejszy. Coraz bardziej bowiem wójtów Korczyny i Wojaszówki dzieliła kwestia czy panem na Zamku ma być Andrzej Kołder, czy też Muzeum Okręgowe w Krośnie. Nie ulegało wątpliwości, że wójta Blicharczyka popierają mieszkańcy gminy Wojaszówka i wsi Odrzykoń. W akcji zorganizowanej przez prezesa odrzykońskiej Ochotniczej Straży Pożarnej oraz sołtysa Odrzykonia, zebrano 1409 podpisów sprzeciwiających się przekazaniu ruin w prywatne ręce.
- Gdyby każda z tych osób dała przynajmniej pięć złotych na ratowanie zabytku, uzbierałaby się całkiem niemała kwota na przeprowadzenie niezbędnych prac remontowych - komentował akcję zbierania podpisów wójt Roman.
Stosowne uchwały przeciwko przekazaniu Zamku w ręce prywatne podjęły też jednogłośnie Rada Gminy, NSZZ "Solidarność" RI i PSL. Wójt Blicharczyk liczył więc, że po załatwieniu wszystkich spraw własnościowych, zostaną usunięte wszelkie przeszkody i zamek będzie należał do Muzeum Okregowego w Krośnie. Dlatego, gdy sąd ogłosił, że właścicielem zamku jest Skarb Państwa, czym prędzej napisał do wicemarszałka Sejmu pismo, w którym można m.in. przeczytać:"Społeczeństwo gminy Wojaszówka, a w szczególności mieszkańcy Odrzykonia zainteresowani są, aby tak cenny zabytek, jaki stanowi dla nas Zamek Odrzykoński, nie był w żadnej formie przejęty przez osoby prywatne. Uważamy, że jedynie nasze Państwo, jest w stanie sfinansować znaczne koszty zabezpieczenia murów zamkowych i sprawować, poprzez swoje agendy, mecenat nad tym cennym obiektem, aby zachować go dla współczesnego i przyszłego pokolenia".
Sprawy jednak potoczyły się wyjątkowo nie po myśli wójta Blicharczyka. Najpierw Artur Bata został odwołany ze stanowiska dyrektora Muzeum Okręgowego w Krośnie, a następnie zamek został wydzierżawiony, tym razem zgodnie z prawem, Kołderowi.
- Była propozycja, żeby zamek mu sprzedać za symboliczną złotówkę, ale na szczęście do tego nie doszło - pocieszał się wójt Blicharczyk.Natomiast przedstawicielom administracji państwowej, którzy postanowili o wydzierżawieniu zamku przy pierwszej okazji, mówił:
- Nie chcę zaglądać w kieszeń panu Kołderowi, ale na pewno nie stać go na uratowanie zamku przed zagładą. A kiedy runął ostatni zachowany fragment kwadratowej baszty Zamku Odrzykońskiego wójt Blicharczyk powiedział:
- Nie chciałem być Kasandrą, ale moje przestrogi się wypełniły. Natomiast wójt Roman uważa, że gdyby Zamek został przekazany Muzeum Okręgowemu, jego stan byłby jeszcze gorszy.
- Muzeum na nic nie ma pieniędzy i zamek zostałby pozostawiony samemu sobie - mówi. - A tak przynajmniej ktoś się nim interesował. Wykonanych zostało także sporo prac zabezpieczających. Niezależnie od różnicy zdań w sprawie tego, kto powinien być panem na zamku, po zawaleniu się wieży wójt Roman i wójt Blicharczyk poparli zgodnie starania Kołdera u Generalnego Konserwatora Zabytków, by jak najszybciej zostały przydzielone pieniądze z budżetu państwa na ratowanie zabytku. Pozostałe mury Zamku Wysokiego są już poważnie popękane i rozwarstwione w kilku miejscach. W każdej chwili może dojść więc do kolejnej katastrofy budowlanej, tym razem na dużo większą skalę.